Co jest twoją miotłą?

Ten tekst jest dla wszystkich tych, którzy lubią czytać drobnym drukiem 🙂 Cóż to był za niesamowity miesiąc w życiu naszej rodziny. Fascynująca podróż po USA zaczynając od Nowego Jorku po Waco w Teksasie. Wieziemy bagaż wypełniony po brzegi wspomnieniami pięknych miejsc, niesamowitych przeżyć i wyjątkowych ludzi dzięki którym czuliśmy się tutaj jak w domu. Moje serce jest przepełnione wdzięcznością za wszystko
co nas spotkało i czego w tym czasie mogliśmy się nauczyć. Doświadczenia kształtują, rozciągają i uczą pokory. 

Ostatniego dnia w Teksasie pojechaliśmy z naszymi przyjaciółmi do muzeum Texas Ranger w Waco. Kocham historie. Muzea, galerie sztuki, wystawy - to jedna z moich ulubionych form zagłębiania się w jej blaski i cienie. Czy kiedykolwiek zwróciliście uwagę na to, że w muzeach występują conajmniej trzy różnej wielkości czcionki? Ta największa jest podobno dla tych co nie lubią czytać. Ciekawe, prawda? Najmniejsza czcionka jest podobno dla tzw. wnikliwych i z tą grupą mocno się identyfikuję. Nie potrafię przejść obojętnie. Świadomość, że ktoś poświecił temu sporo czasu i to że za wszystkim stoi konkretna historia mocno porusza moje serce. Czasami udaje mi się po wielu latach zobaczyć ten sam obraz, rzeźbę. Wtedy uśmiecham się do siebie i myślę o tym jak miło znów, podelektować się obecnością chwili, którą artysta zamknął w swoim dziele. Każdy artysta stara się coś przekazać, coś nam opowiedzieć, coś wyrazić. Są takie miejsca do których lubię wracać, ale mam też świadomość, że niektóre spotkania są jednorazowe. Dlatego tym bardziej nie potrafię przejść obojętnie. Dlaczego o tym wszystkim piszę? 

Wczoraj w muzeum w Waco natrafiłam na dwie niesamowite fotografie dwóch niezwykłych kobiet z dwóch różnych epok. Ich historia jest mi obca, ale fotografie na których się znalazły mówią więcej niż wiele słów. Poruszyło mnie to na tyle by o tym napisać w drodze do domu i może choć na chwilę sprawić aby ich twarze
po wielu latach znowu ujrzały światło dzienne. Pierwsza fotografia była z 1930 roku. Przedstawiała ona “Rangers patrol”. Czterdziestu siedmiu mężczyzn wzorowo ustawionych w jednej linii z motocyklami. Wszyscy ubrani w mundury. Widać kunszt fotografa. Nic na tym zdjęciu nie jest przypadkowe począwszy od kierunku
w którym wszyscy spoglądają po symetryczne ustawienie kół jednośladów. Uwielbiam symetrię! A więc przyglądam się każdemu z osobna i myślę sobie...sami panowie. To jest świat mężczyzn! Ku mojemu zdziwieniu na samym końcu stała ona. Jedyna kobieta w mundurze w towarzystwie 47 mężczyzn w mundurach w 1930 roku! Co wtedy mogła myśleć? Czy wszyscy wokół niej myśleli, że zwariowała, że pcha się tam gdzie nie trzeba? Czy była szczęśliwa? Jak się czuła stojąc na samym końcu? Czy może raczej czuła dumę, że pomimo ostatniego miejsca nareszcie się tam znalazła? A może gdzieś w głębi serca miała nadzieje, że przeciera szlaki dla innych kobiet, które pragną żyć w zgodzie ze swoim powołaniem tak jak ona. Czy bycie pionierką jest proste? Odpowiedź nasuwa się raczej  sama. Panie i panowie...gdzieś w głębi Teksasu zobaczyłam bohaterkę, bezimienną, na końcu szeregu, ale zapewne pomimo wielu przeciwności losu spełnioną i żyjącą pełnią życia. Jaki musiała mieć silny charakter i determinację by znaleźć się w tym gronie? Chylę czoła.

Byłam na tyle poruszona spotkaniem z tą niesamowicie odważną kobietą, że moje oczy próbowały szukać kolejnych kobiet w świecie mężczyzn zwanych Rangersami. Pięć gablot dalej ujrzałam panią Sam M.Platt
na fotografii z roku 1888. Trzynastu Rangersów z bronią w ręku i ona dumnie trzymająca miotłę! Stała
w samym środku z taką miną jakby była gotowa jej użyć na wypadek gdyby ktokolwiek śmiał ją stamtąd przegonić lub ewentualnie na wypadek ataku Indian. Śmiałam się na tyle głośno, że wszyscy ciekawscy zaraz stanęli obok. Rozmawialiśmy o jej poczuciu humoru. Jak cudnie pośmiać się z kimś kto 130 lat temu postanowił chwycić za miotłę. Osobiście jednak wierzę, że w każdym żarcie jest szczypta prawdy. 130 lat temu świat wyglądał inaczej niż dzisiaj. W świecie gdzie kobiety nie miały prawa do głosowania, nie miały dostępu
do edukacji ani możliwości przed obroną trudno było o bycie wysłuchanym. Dzielna Pani Sam.M. Platt i jej miotła. Nieco sarkastyczna, ale z drugiej strony jakże dumna postawa kobiety. Może nie ma karabinu, ale ma za to odwagę. Jest kobietą, która ograniczonymi środkami jest w stanie przetrzeć szlaki dla kolejnego pokolenia kobiet, czasem bezimiennych na końcu szeregu jak ta 5 gablot wcześniej, tak aby w kolejnym stuleciu inne poszły do szkół, aby mogły głosować, pokonywać bariery, o których im się wtedy nawet nie śniło. 

Odbiegając od historii opisanych przeze mnie kobiet zadałam sobie samej kilka pytań. Co mogę zrobić aby inni po mnie mogli żyć lepszym i spełnionym życiem? Jakie to stawia przede mną wyzwania? Czy jestem gotowa stawić czoła przeciwnościom by osiągnąć większe cele? Ja już wiem. Wiem co jest moją miotłą. Trzeba wymiatać ile się da! 🙂 Szykować drogę dla innych. Zabrzmiało! Wiem. Z nadzieją patrzę w przyszłość. Cieszę się, że wracam do domu. Baaardzo!

tekst: Agnieszka Kowalewska