O sposobach wprowadzania zmian z Tonym Stolzfusem rozmawia Wojciech Kowalewski.

Tony Stolzfus

Tony Stolzfus jest wiodącym światowym autorytetem w dziedzinie coachingu duchowego i autorem książek: Pytania do Jezusa i Sztuka zadawania pytań w coachingu, które przetłumaczono na język polski. Pozostałe są dostępne na stronie www.coach22.com. W Polsce Instytut Rozwoju Złote Jabłko organizuje warsztaty, w oparciu o  materiały szkoleniowe Meta-Formation Leadership Institute założonego przez Tony’ego Stoltzfusa.

Tony, jesteś mistrzem zadawania pytań. Dlaczego pytania są dla ciebie takie ważne?

Piękno pytań polega na tym, że odkrywają one to, co ktoś chce zrobić. To, do czego jesteś zmotywowany. A nie to, co ja  jako coach chcę, żeby zrobił. Pytania zmuszają do aktywnego myślenia, a nie pasywnego przyjmowania czyjegoś zdania. Popychają one w kierunku poszukiwania Boga i współpracy z Nim, a nie pozwalania, by ktoś inny za ciebie szukał i słuchał Boga.

Pytania są ważne, ponieważ to, na ile udaje się nam stawać bardziej podobnymi do Jezusa, jest bardziej funkcją naszej motywacji niż wiedzy. Oto sposób, by zbudować właściwe nastawienie. Poświęć chwilę i pomyśl, czy przychodzą ci do głowy zmiany, które uczyniłyby z ciebie lepszego chrześcijanina, lepszego męża czy żonę, lepszego rodzica, lepszego przedstawiciela Jezusa w twoim miejscu pracy itd. A teraz stwórz drugą listę: do ilu rzeczy czujesz się niezmiernie zmotywowany a jeszcze nad nimi nie pracujesz? Dla większości chrześcijan pierwsza lista będzie bardzo długa, podczas gdy druga – raczej krótka. Nie robimy tego, co powinniśmy – robimy to, do czego się czujemy zmotywowani. Większość liderów chrześcijańskich mówi ludziom, co mają robić. Te rady nie działają, ponieważ większość ludzi (zwłaszcza w tym pokoleniu) nie czuje silnej motywacji do robienia tego, co mówi im ktoś inny.

Jesteś znanym chrześcijańskim coachem. Niektórzy obawiają się terminu „coaching”. Czy na bazie swojego doświadczenia możesz wytłumaczyć, na czym polega chrześcijański coaching?

Coaching to nic strasznego. To po prostu metodologia – sposób wprowadzania zmiany. Nie chodzi o to, by czegoś cię nauczyć, czy powiedzieć ci, co masz robić, ale by pomóc ci wziąć odpowiedzialność za twoje własne życie. Oto dobry kontrast. Mentor to osoba dzieląca się swoim doświadczeniem czy wiedzą. Mentor daje ci to, co sam otrzymał od Boga. Coach wydobywa z ciebie to, co Bóg dał tobie. Coaching to proces wspierania kogoś w rozwoju, bez mówienia mu, co ma robić. W kontekście chrześcijańskim oznacza to popychanie kogoś z powrotem do Ducha Świętego, by uzyskał tam odpowiedzi, a nie dawanie rad.

Jak twoim zdaniem dokonuje się przemiana?

Gdy mówię o przemianie, mówię o zmianie tego, kim jesteś w głębi swojego serca. Gdy jesteś przemieniony, w pewnym sensie jesteś zupełnie inną osobą, niż byłeś przedtem. Kluczem do transformacji jest zrozumienie, jak zmienia się serce. Przez lata prosiłem różne grupy, by wskazały „dwie rzeczy, które przemieniły czyjeś życie w taki sposób, że po zmianie już nigdy ten ktoś nie był taki sam”. Tym, co prawie wszyscy wymieniali, były trudne doświadczenia i relacje. To właśnie klucze do transformacji: proces musi być empiryczny i odbywać się w kontekście bliskiej relacji.

Kluczem do transformacji jest zrozumienie, jak zmienia się serce.

Jaka jest rola pragnień w naszym życiu?

Gdy ludzie żyją pełnią życia, czują się kochani, akceptowani, doceniani, wówczas są najbardziej otwarci na przyglądanie się swojemu sercu. Mówiąc też o pełni, mam na myśli proces wypełniania przez Jezusa najgłębszych pragnień naszych serc. Wszyscy pragniemy miłości, przynależności, bezpieczeństwa, bycia ważnym i zapamiętanym itp. To Bóg włożył w nas te pragnienia, by nas do siebie przyciągnąć, bo On jest jedynym trwałym źródłem spełnienia tych pragnień. Pragnienie kojarzy się nam negatywnie ze względu na wersety o „pożądliwości ciała”. Ale Jezus też miał pragnienia i wyrażał je. Na przykład pragnął spożyć Paschę z uczniami. W greckim oryginale Jezus mówi: „To było moje wielkie pragnienie, by spożyć tę Paschę z wami”. To radość i rozkosz Jezusa, by dać nam to, czego pragniemy – miłość, wolność, pokój, do których tęsknimy. Ofiarowuje nam to poprzez dawanie nam siebie samego.

Jak odróżnić Boże pragnienie od własnych namiętności?

List św. Jakuba (4:14) daje dobry przykład, jak działa pragnienie. To, co powoduje walki między nami, to niezaspokojone pragnienie. Kiedy chcemy czegoś, czego nie mamy, robimy różne głupie rzeczy, by to zdobyć. Jakub proponuje niesamowite rozwiązanie tego problemu. W pełnym kontekście werset ten brzmi tak: Nie macie [tego, czego pragniecie], bo nie prosicie [Boga o zaspokojenie swoich pragnień] (parafraza). Oto fundament, na którym zbudowane jest pełne życie chrześcijanina. Następny werset mówi: Prosicie [o swe pragnienia], a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności. Źle prosić, to prosić o jakąś rzecz czy zdarzenie w tym świecie, o których myślisz, że wypełnią twoje pragnienie. Zamiast tego mam prosić Jezusa, by dał ci spełnienie poprzez danie ci samego siebie. Prosimy o rzeczy, zamiast o samo spełnienie pragnienia.

A jak praktycznie wygląda pozwalanie Jezusowi, by wypełniał nasze pragnienia? Jak to się robi?

Moja książka Pytania do Jezusa pokazuje ten proces. Trzeba zmienić sposób, w jaki się modlimy. Większość z nas spędza swój czas modlitwy, skupiając się na robieniu: „Boże, co chcesz żebym zrobił?”, „Pomóż mi to zrobić.”, „Przebacz mi to, co zrobiłem.”. Modlimy się o sprawy związane z byciem chrześcijaninem. Trzeba zmienić charakter medytacji – przejść od modlitwy o sprawy do modlitwy o relacje. Uczysz się zadawać Jezusowi intymne pytania, jak: „Jezu, co we mnie kochasz?” czy „Co napawa Cię dumą, gdy patrzysz na mnie?”. Wtedy On mówi coś przepięknego, i to wypełnia aż po brzegi tę pustkę w sercu. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się prosić o rzeczy i efekty, że nie przychodzi nam do głowy, by po prostu kochać Go i być przez Niego kochanym.

W Pytaniach do Jezusa piszesz o zmianie sposobu myślenia o modlitwie. Jaką różnicę to wprowadziło do twojej relacji z Bogiem?

Odkrycie tego sposobu zajęło mi 30 lat! Gdy zacząłem się tak modlić, od razu moją uwagę przykuł fakt, że procent odpowiedzi na moje modlitwy wzrósł o jakieś tysiąc. Gdy pytałem Jezusa, jak bardzo mnie kocha, albo co we mnie akceptuje, było mi naprawdę łatwo wejść z Nim w kontakt. W tym samym czasie przesuwałem granice mojego coachingu. Poczyniłem deklarację: „Boże, kiedy pomagam ludziom, pragnę, by uzyskali odpowiedzi na każde pytanie, które Ci zadadzą!”. I to się zaczęło dziać. Ludzie, którzy przez 20 lat nie słyszeli Bożego głosu – zaczęli Go słyszeć. Ja sam czuję się bardziej komfortowo w Bożej obecności, i docieram do Niego szybciej.

Z twojego doświadczenia: co sprawia ludziom najwięcej trudności w radzeniu sobie ze zmianą w ich życiu?

Powodem, dla którego zmiana jest psychologicznie trudna, jest fakt, że nasze serca przywiązały się do naszego świata. Rozwijamy się bezpiecznie w znanym otoczeniu i wiążemy z nim nasze pragnienia. Kiedy zmieniają się okoliczności, to nie jest tylko powierzchowna zmiana. Są rzeczy, które reprezentują głębokie pragnienia naszego serca: pragnienia bezpieczeństwa, przynależności czy komfortu. A teraz nagle ktoś to wszystko zabiera. Strach i złość w reakcji na zmianę zazwyczaj nie dotyczą fizycznych rzeczy, ludzie obawiają się najbardziej utraty swoich pragnień. Im bardziej pragnienia wypełniane są przez Jezusa, tym mniej straszna wydaje się zmiana!

Jak możemy stworzyć przestrzeń do pozytywnych zmian w naszym życiu?

Przede wszystkim musimy mieć pewność, że nie tracimy z oczu celu. Zmianą zajmuję się przez większość mojego życia, ale sama zmiana nie jest celem życia chrześcijanina. Świętość również nim nie jest. Tym celem jest więź z Bogiem. Najbardziej pozytywną zmianą, jaką możemy uczynić, to rozwinąć swoją relację z Ojcem, Synem i Duchem Świętym.

Dziękuję za rozmowę

Artykuł pierwotnie ukazał się w numerze 4(88) Naszych Inspiracji, zima 2016.